Co to jest? Znalazłam w kredensie babci 🧐🕰️
Na początku myślałam, że to jakieś dziwne plastikowe patyczki — może akcesoria do koktajli? 🍹 Albo część starego łańcucha choinkowego? 🎄 Ale one były szklane, lekkie, kruche i ewidentnie wykonane z miłością ❤️: delikatne paski, przezroczyste kolory — pomarańczowy, żółty, zielony… ⬇️
Różniły się odcieniem, ale miały ten sam kształt: cienkie, z maleńkim „haczykiem” z boku. Trzymałam je w rękach i zastanawiałam się — po co to? 🤔
Zagadkę rozwiązał brat dziadka 👴
Ciąg dalszy w pierwszym komentarzu ⬇️

Roześmiał się i powiedział: „To są mikro-wazoniki do kieszonki w marynarce. Na butonierkę!”
Wyobraź sobie: odrobina wody w środku, a w niej — żywy kwiatek. Wazonik wsuwano do kieszonki w marynarce, a butonierka pozostawała świeża przez cały wieczór. To nie była tylko ozdoba — to był gest smaku i romantyzmu.
Mężczyźni dobierali kwiaty do okazji: na ślub — goździk, na randkę — różę, na wieczór w teatrze — orchideę. Takie detale mówiły więcej niż słowa.

Dziś, gdy styl coraz częściej oznacza tylko funkcjonalność, to znalezisko przypomniało mi, że kiedyś wygląd odzwierciedlał wnętrze. Ludzie cenili gesty, symbole, a nawet jeden kwiatek w butonierce miał znaczenie.
Teraz te miniwazoniki stoją na mojej półce — jako pamiątka po czasach, gdy nawet drobiazg był sztuką. Czasem chciałoby się wrócić do tamtej epoki, choćby myślami, i zabrać stamtąd odrobinę ciepła do naszego zabieganego świata.
A Ty — założył(a)byś dziś taki wazonik? Tak po prostu, dla urody?
